Ryoyu Kobayashi królem niedzieli w Lillehammer. Solidny występ Polaków
- Justyna Nowakowska

- 24 lis 2025
- 3 minut(y) czytania

Niedzielny konkurs indywidualny Pucharu Świata w Lillehammer (HS-140) padł łupem Ryoyu Kobayashiego, który już na początku sezonu wysłał rywalom bardzo mocny sygnał. Japończyk wytrzymał presję lidera po pierwszej serii i po dwóch równych, wysokich lotach zapewnił sobie zwycięstwo na olimpijskiej skoczni Lysgaardsbakken.
Mistrzowska pewność Kobayashiego
Ryoyu Kobayashi oddał skoki na 138 m oraz 139,5 m, co dało mu łącznie 290,5 punktu. Nie były to najdłuższe próby dnia, ale Japończyk jak zwykle imponował techniką w locie i bardzo pewnym lądowaniem, co przełożyło się na wysokie noty za styl. To właśnie regularność i brak błędów zadecydowały, że to jego nazwisko znalazło się na szczycie niedzielnej listy wyników.
Słoweńsko-niemiecka pogoń za podium
Na drugim stopniu podium stanął Domen Prevc. Słoweniec poleciał 140 m oraz 139 m, a więc w sumie dalej od Kobayashiego, ale stracił do niego kilka punktów w ocenach za styl oraz przy przeliczeniach za wiatr, kończąc z dorobkiem 287,3 punktu. To występ, który pokazuje, że Domen od pierwszych konkursów jest w stanie walczyć o najwyższe lokaty.
Trzecie miejsce wywalczył Felix Hoffmann. Niemiec skoczył 139 m i 138 m, gromadząc 286,2 punktu. Dla Hoffmanna to świetne wejście w sezon i jasny sygnał, że w niemieckiej kadrze rośnie kolejny bardzo groźny zawodnik na duże skocznie. Tuż za podium znalazł się jego rodak Philipp Raimund (134,5 m i 137,5 m; 285,4 pkt), potwierdzając siłę szerokiej niemieckiej ławki.
W czołówce nie mogło zabraknąć także uznanych nazwisk. Stefan Kraft zakończył zawody na 5. miejscu (135,5 m i 135 m; 282,7 pkt), a Anže Lanišek na 6. pozycji (138,5 m i 135 m; 280,2 pkt). Zarówno Austria, jak i Słowenia mogą być zadowolone – ich liderzy już teraz trzymają bardzo wysoki poziom.
Polacy w drugiej dziesiątce. Błysk Stocha, pech w drugiej serii
Reprezentanci Polski zakończyli niedzielny konkurs ze stabilnymi, choć nie spektakularnymi wynikami.
Najwyżej sklasyfikowanym Biało-Czerwonym był Kamil Stoch, który zajął 12. miejsce. Trzykrotny mistrz olimpijski w pierwszej serii zachwycił próbą na 138,5 m, która dawała nadzieję na walkę o czołową dziesiątkę. Niestety w drugim skoku (123,5 m) zabrakło prędkości i trochę warunków, przez co Kamil spadł w klasyfikacji, kończąc z dorobkiem 253,1 punktu.
Dawid Kubacki ukończył konkurs na 20. pozycji (128 m i 129 m; 238,8 pkt). Skoki może nie najdłuższe, ale bardzo poprawne technicznie – to solidny punkt wyjścia na początek sezonu, który z reguły rozkręca się u niego wraz z kolejnymi weekendami.
Cieszy również debiutujący na tym etapie sezonu Kacper Tomasia k, który wywalczył 22. miejsce (130,5 m i 123,5 m; 234,8 pkt). Szczególnie pierwsza seria pokazała, że młody Polak potrafi wykorzystać dobre warunki i nie boi się dużej skoczni w Lillehammer.
Do drugiej serii niestety nie awansowali pozostali nasi reprezentanci:
Piotr Żyła – 35. miejsce (124,5 m; 111,2 pkt)
Paweł Wąsek – 36. miejsce (125,5 m; 111,1 pkt)
Aleksander Zniszczoł – 50. miejsce (114,5 m; 91,8 pkt)
W przypadku Żyły i Wąska zabrakło naprawdę niewiele – odległości były zbliżone do tych, które dawały awans, ale gorsze noty za styl i przeliczniki za wiatr zepchnęły ich poza trzydziestkę. Dla Zniszczoła to słabszy dzień, jednak początek sezonu bywa kapryśny i jeszcze nie raz będzie okazja, by się odbudować.
Znane nazwiska poza czołówką
Niedzielny konkurs przyniósł też kilka niespodzianek wśród faworytów. Daleko od podium uplasował się m.in. Halvor Egner Granerud – 34. miejsce (124 m; 111,4 pkt), a także Andreas Wellinger, który zakończył zawody dopiero na 40. pozycji (123,5 m; 109,5 pkt). To pokazuje, jak wymagająca potrafi być Lysgaardsbakken: niewielki błąd na progu czy trudniejszy podmuch wiatru natychmiast odbija się na odległości i wyniku.



Komentarze